Rozczarował szlagier na Stamford Bridge. Po nudnym meczu Chelsea zremisowała z Liverpoolem i nie wykorzystała szansy na zmniejszenie dystansu do Man Utd do jednego punktu.
Za sprawą ostatnich sezonów, gdy w Londynie pracował José Mourinho, a "The Reds" i "The Blues" regularnie spotykali się nie tylko w lidze angielskiej, lecz także w Lidze Mistrzów i angielskich pucharach, ich mecze zyskały status "klasyków". Słynęły z walki, dyscypliny taktycznej, kontrowersji na boisku i poza nim.
Na początku tego sezonu Liverpool zremisował u siebie z Chelsea głównie za sprawą sędziego Roba Stylesa, który podyktował londyńczykom karnego z kapelusza. W niedzielę miał to chyba w pamięci sędzia Mike Riley, który nie podyktował gospodarzom jedenastki po faulu Mascherano na Joe Cole'u. Poza tym mało było sytuacji podbramkowych, a najlepszych nie wykorzystali Peter Crouch dla Liverpoolu i Michael Ballack dla Chelsea.
Remis w Londynie oznacza, że Liverpool ostatecznie stracił szansę na miejsce w pierwszej trójce. Pozostaje mu walka o czwarte miejsce dające walkę w eliminacjach Ligi Mistrzów. Na razie miejsce to zajmuje Everton - lokalny rywal Liverpoolu. "The Blues" muszą liczyć na Blackburn. Jeśli bowiem Arsenal zdoła w poniedziałek wygrać, będzie miał już pięć punktów przewagi nad Manchesterem i aż osiem nad Chelsea.


Rozczarował szlagier na Stamford Bridge. nuda, stamford

